- Ależ skąd! To wszystko przez ten upał. Sen dobrze mi zrobi i rano poczuję się znacznie lepiej.

mówiłam, mam w zwyczaju oddzielać życie zawodowe od osobistego.

że jest wolna.
i zadzwoniła do drzwi. Odetchnęła głęboko i czekała spokojnie,
dookoła zapach chloru. W jego szarozielonych oczach
- Tak samo mówi mój mąż - przyznała niechętnie kobieta.
w wieku Jamiego. Poszliśmy z chłopcami do parku. Następnie
Całkowicie zapomniała o jego obecności. Wiedział, że musi
- Rozumiem. Dzięki, Ŝe wpadłyście.
aplikacja do słuchania podcastów najwyraźniej nie mógł znieść jej obecności!
się sytuacją między nami. Przyjęcie powinno być okazją do
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
mundurek. W końcu to nie pałac Buckingham, żebyśmy wszyscy
MęŜczyźni wymienili uścisk dłoni.
- Zaraz po ciebie przyjadą. Musimy porozmawiać. Ja chcę wiedzieć...
dzieci. Lizzie potrzebowała ciepła i miłości, a nie kar
link

- Nie ma mowy. Mieliście swoją olśniewającą ksi꿬niczkę, ale Lara nie żyje. Teraz jestem ja.

Zaspokojenie... Tak, to się musi stać, pomyślała w oszo¬łomieniu. Nieważne, co będzie potem. Nieważne, czy w ogóle będzie jakieś potem. Otwierał się przed nią świat zmysłowych doznań, dotąd nieznany. I chciała tam wejść właśnie z nim, choć nazywano go kobieciarzem, choć ją ostrzegano... Nie miała złudzeń. Rano nie będzie jej całował w ten sposób, nie przygarnie jej do siebie tak chciwie. Rano nie będzie już nic od niej chciał, a ona nie będzie mogła rościć sobie do niego żadnych praw. Wiedziała to doskonale i nie dbała o to zupełnie.
- Jest mi pani potrzebna.
- Akurat! - wysyczała zduszonym szeptem Tammy, sta¬rając się nie przestraszyć małego, którego przytulała mocno do siebie, jakby pragnęła go obronić przed całym światem. Miała szaloną ochotę komuś przyłożyć. - Dziecko, o które się dba, nie zachowuje się w taki sposób!
- Nie będziesz mi sprawiał żadnych kłopotów, prawda, chłopcze? Nie miał pojęcia o piekle, jakie zgotował placówce, nad którą sprawował pieczę. Miał jeszcze żałować dnia, w którym zabrał małego z więzienia. Przez kolejne pięć lat Huff żył, a raczej egzystował, w sierocińcu prowadzonym przez ludzi, którzy głosili miłość Jezusa Chrystusa, a jednocześnie potrafili rzemiennym pasem zbić na kwaśne jabłko podopiecznego, który spojrzał na nich krzywo, tak jak to często czynił Huff. Gdy miał trzynaście lat, uciekł z tego więzienia. Odchodził, żałując tylko jednego - że ten skurwysyn w garniturze w paski nie wiedział, że to Huff go zabił. Powinien był go obudzić i pozwolić mu włożyć okulary, zanim udusił go poduszką. Nie popełnił tego samego błędu z panem J. D. Humphreyem. Upewnił się, że morderca jego taty go widział i usłyszał nazwisko, które Huff wyszeptał mu do ucha, nim udusił go w jego własnym łóżku, podczas gdy żona pana Humphreya chrapała spokojnie tuż obok. Policjant oszczędził mu kłopotu planowania kolejnego zabójstwa. Huff rozpytał się o niego w mieście i dowiedział się, że oficer próbował rozdzielić dwóch Murzynów, którzy kłócili się o psa do polowań. Jeden z nich miał nóż, który wylądował zanurzony po rękojeść w brzuchu policjanta. Podobno umierał, wrzeszcząc. Od chwili, gdy zginął jego ojciec, Huff miał bardzo niską opinię o ludziach z odznakami policyjnymi. Jego pogarda znalazła swoje ujście w tej chwili: - Co znowu wymodził ten gnojek, Scott? Beck opowiedział mu o wczorajszym przesłuchaniu. Chris przerywał mu od czasu do czasu ironicznymi w tonie protestami lub zgryźliwymi żarcikami na temat detektywa. - Chris, twoje wyjaśnienie rozmowy telefonicznej z Dannym powinno usadzić Scotta - powiedział Huff, gdy już Beck zakończył swe wyjaśnienia - zwłaszcza że to ja poprosiłem cię o wybicie bratu z głowy jego dewocji. Widzę jednak, że Scott jest zawzięty i ambitny, co trochę mnie martwi. Wygląda na to, że nie zamierza się poddać i odrzucić tych nonsensów. - Obawiam się, że masz rację - zgodził się Beck. - Nie rozumiem, co się dzieje z Rudym - poskarżył się Chris. - Za każdym razem, gdy musiałem się spowiadać, oddawał całą władzę w ręce Scotta. Musiałem tam siedzieć i wysłuchiwać różnych idiotyzmów ze strony tego kmiota, a Rudy nie powiedział ani słowa. Może czeka na podwyżkę? Jeśli tak, dajmy mu kilka banknotów i skończmy tę sprawę albo sami przystąpmy do działania i zabawmy się w detektywów. - Detektywów? - Huff przeniósł wzrok z Chrisa na Becka. - O czym on mówi? - Chris uważa, że ktoś zabił Danny'ego i celowo skierował podejrzenie na niego. - Ktoś mnie wrabia, Huff. Huff podniósł oparcie swojego fotela do nieco wygodniejszej pozycji. - Wrabia cię, tak? Co sądzisz o tej teorii, Beck? - To prawdopodobne. Przez te wszystkie lata narobiłeś sobie wielu potężnych wrogów. Przypuszczam, że jeśli ktoś chciałby uderzyć naprawdę mocno, zaatakowałby jedno z twoich dzieci. A oskarżenie o to drugiego dziecka przyniosłoby temu komuś podwójną satysfakcję. - Jakieś pomysły co do tego, kim jest ten człowiek? - Klaps Watkins - rzekł Chris. Huff patrzył na niego przez kilka minut, a potem z jego piersi wydobył się grzmiący śmiech. - Klaps Watkins? Nie ma na tyle rozumu, żeby zabić robaka i uniknąć za to odpowiedzialności. - Posłuchaj mnie, Huff. Klaps jest przestępcą. - Jasne. Wszyscy Watkinsowie to degeneraci, ale nie wiedziałem, że są mordercami. - To awanturnicy, agresywni z urodzenia. Po trzech latach w Angoli Klaps mógł nauczyć się, jak
- Nie możesz?
www.dobre-budownictwo.biz.pl - Nie spotkałem dotąd kwiatu tak pięknego, jak ty, o tak cudownych płatkach, o tak niezwykłym zapachu i tak
- Przecież to nonsens - odezwał się Jego Wysokość. - Kobieta, której szukam, z całą pewnością nie pracuje w ta¬kim miejscu!
Mark przybladł.
Zadzwoniła do swojego szefa, by powiadomić go o wyjeździe. Doug był niepocieszony.
- Do tej pory nie pozwalano Ottonowi nic robić, a to jest prawdziwy wizjoner! Mark, musisz się zgodzić. To nie będzie nic kosztować, on przygotował już tyle sadzonek,
Twoje radio online polecane przez słuchaczy. - Ale ja widzę! Nie umiem zarządzać posiadłością, w dodatku tak wielką!
Mark wodził za nią zdumionym wzrokiem. Nigdy w ży¬ciu nie spotkał podobnej kobiety. Była inteligentna, samo¬dzielna, wiedziała, czego chce. Nie imponowały jej jego po¬zycja, tytuł, władza. Robiły wrażenie na każdym - a zwła¬szcza na każdej - ale nie na niej.
- I spędził pan z nim resztę popołudnia? - Do chwili przybycia szeryfa Harpera i pana. O co dokładnie chodzi, detektywie? - Chodzi o dwie godziny pomiędzy dwunastą trzydzieści a drugą dwadzieścia, kiedy to nikt nie może dostarczyć panu Hoyle'owi alibi. Chris skręcił do Sonica. Zważywszy na powagę sytuacji, Beckowi wydawało się to niepoważne. Co noc latem krążyły tu samochody pełne nastolatków. Dzieciaki trąbiły na siebie, chłopcy wykrzykiwali różnorakie aluzje w kierunku dziewcząt, te zaś odpowiadały im „pocałuj się" lub podobnymi wyrażeniami. Niektórzy gromadzili się wokół metalowych stolików piknikowych, przytwierdzonych do betonowych obciążników. Zjadali frytki posypane chilli i wywoływali awantury dla rozrywki. - Co my tu robimy? - spytał Beck, przekrzykując Beach Boysów, wrzeszczących z głośników na zewnątrz klubu. - Mam ochotę na coś do picia. - Chris zaparkował samochód na wolnym miejscu i złożył zamówienie do mikrofonu. Potem spojrzał na Becka. - Lepiej, żebyś miał dobre wytłumaczenie, Chris. - Detektyw Scott zaczyna mnie wkurzać. - Powiedziałeś, że Selma może poświadczyć, iż byłeś w domu przez cały dzień. - Nie wiedziałem, że powie im o swojej popołudniowej drzemce. - Co pozostawia cię bez alibi na całe dwie godziny. Wychodziłeś w tym czasie z domu? Tym razem lepiej nie kłam. - A jeśli wychodziłem, to co? - Jeśli wychodziłeś, to miałeś możliwość zamordować Danny'ego, ponieważ, jak ustalił koroner, umarł dokładnie w tym czasie, w którym nikt nie może zaświadczyć, że z tobą przebywał. Kelnerka przyniosła zamówione soki z kruszonym lodem. Chris zapłacił, wręczając suty napiwek. Pociągnął nieco przez rurkę i burknął, że jedyną wadą napoju jest brak solidnej porcji tequili. - Chris, kiedy wreszcie obudzisz się i zrozumiesz, że jesteś w poważnych tarapatach? - spytał Beck, zdenerwowany niefrasobliwością przyjaciela. - Co miał oznaczać ten idiotyzm z telefonem? Nie mogłeś wymyślić lepszej historyjki niż tę o zaproszeniu Danny'ego na niedzielną kolację? Od razu widać, że to jakaś bzdura. To jasne jak słońce i dla mnie, i dla policji. Kiedy Huff dołączył do nas tamtego popołudnia i zapytał, czy któryś z nas kontaktował się z Dannym, nie wspomniałeś ani słowem o waszej porannej rozmowie telefonicznej. - Zapomniałem o niej. - Zapomniałeś? - parsknął Beck. - A to dobre! Już rozmawialiśmy o tym, jak doskonałą linię obrony stanowi takie tłumaczenie. - W porządku, Beck. Chcesz usłyszeć coś lepszego? A co by było, gdybym powiedział Rudemu i detektywowi Scottowi, że zadzwoniłem do Danny'ego z prośbą, aby spotkał się ze mną w domku rybackim? Właśnie tak - dodał, widząc zdumienie Becka. - Dlatego z nim rozmawiałem. W niedzielę po południu nie wspominałem o niczym Huffowi, ponieważ nie wypełniłem powierzonej mi misji, a nie byłem w nastroju do wysłuchiwania jego kolejnej tyrady. Jakby to wyglądało, gdybym przyznał się do tego naszym szacownym przedstawicielom prawa? Wolałbyś, żebym to zrobił? Beck wypuścił głośno powietrze z płuc. - Nie. To zdecydowanie byłoby niepożądane. - Odstawiając niechciany napój na specjalną półeczkę, wpatrzył się przez szybę w charakterystyczną linię maski. Lubił pikapy, natomiast
kierunku swojego mieszkania po drugiej stronie kuchni. Wziąwszy sobie do serca słowa, które rzucił jej na odchodne Beck, Sayre ubrała się szybko i przyjechała tutaj. Teraz jednak zastanawiała się, czy jej spontaniczna decyzja była słuszna. Żałowała, że nie poprosiła Selmy o wywołanie Huffa z sypialni. Ten dom przestał być jej domem. Wspinając się po schodach, w środku nocy czuła się jak intruz. Panowała tu niepokojąca cisza. Klatka schodowa była tak ciemna, że z tej wysokości ledwie widziała podest na górze. Nie była tu od wieków. Ostatnim razem, gdy nimi schodziła, dźwigała walizkę, odchodząc na zawsze - a przynajmniej myślała, że odchodzi na zawsze. Bała się, co przyniesie przyszłość, ale nie wahała się stanąć z tym twarzą w twarz. Teraz, gdy postawiła stopę na górnym podeście, ogarnęły ją podobne uczucia. Następny krok był już łatwiejszy. Zatrzymała się na chwilę, aby spojrzeć na portret matki, i poczuła znajome uczucie nostalgii. Czy brakowało jej tej kobiety, która uśmiechała się do niej z obrazu, czy też tęskniła za ideą matki, kogoś, kto ukoi smutki i ból, zawsze doradzi i nigdy nie przestanie bezwarunkowo kochać? Korytarz na piętrze był oświetlony dwiema lampkami nocnymi, podłączonymi do gniazdek w listwie przypodłogowej. Chodnik, jeden ze skarbów Laurel, jej duma i dziedzictwo po prababce ze strony matki, tłumił odgłosy kroków. Drzwi do pokoju Danny'ego były zamknięte. Sayre zwolniła, ale przeszła obok, nie otwierając ich. Czuła, że wejście do środka będzie profanacją równą podeptaniu jego grobu. Wspomnienia tragedii były wciąż zbyt świeże. Drzwi do pokoju Chrisa były uchylone. Z opowieści Selmy wynikało, że wprowadził się do swojego starego pokoju po tym, jak Mary Beth przejęła ich rezydencję w Meksyku. - Wyposażyliśmy sypialnię inaczej niż wtedy, gdy mieszkał tutaj jako kawaler - powiedziała. Sayre zerknęła do środka przez szparę i, niemal wbrew sobie, przyznała, że pokój został urządzony ze smakiem, Meble dobrej jakości, lecz bezpretensjonalne, wszystko w neutralnych kolorach. Wnętrze było przestronne i wyposażone po męsku, sama podobnie zaprojektowałaby wystrój mieszkania kawalera. Przez szparę pod drzwiami prowadzącymi do sypialni Huffa sączyło się światło. Zapukała dwa razy, szybko, nim w jej umyśle pojawiły się wątpliwości. Drzwi otworzyły się natychmiast. Ojciec i córka wpatrywali się w siebie w powstałej między nimi próżni. Huff wyciągnął z ust dymiącego papierosa i spojrzał na nią zdziwiony: - Spodziewałem się Chrisa lub Becka - powiedział. - Chciałam z tobą porozmawiać. - Z twojego tonu mógłbym raczej wnioskować, że chcesz mi rozszarpać gardło. - Huff zmarszczył brwi. - Poszczułeś na Clarka Daly'ego swoje psy. Włożył do ust papierosa i odwrócił się. - Wejdź. Równie dobrze możemy to załatwić teraz - powiedział. Sayre weszła za nim do pokoju, który również został przemeblowany. Kiedy jeszcze mieszkała w tym domu, główna sypialnia pozostawała urządzona tak jak za życia matki. W którymś jednak momencie pełne falbanek dekoracje Laurel zastąpiono bardziej gustownymi zasłonami i narzutami na łóżko. Huff wskazał na mały podręczny barek. - Nalej sobie drinka. - Nie chcę pić. Chcę odpowiedzi. Czy kazałeś pobić Clarka? - Nie wiedziałem, że to będzie Clark. - Mimo to spuściłeś swoje psy ze smyczy.
Chociaż...
WKRĘTAKI IZOLOWANE

©2019 www.dramatis.do-norwegia.turek.pl - Split Template by One Page Love